Moja Gmina Kocha Sport * Moja Głowa Kipi Sportem * MGKS Drzewica * LKS Radzice * Football Raporter * Football Media Manager – Marcin Będkowski
Moja Gmina Kocha Sport * Moja Głowa Kipi Sportem * MGKS Drzewica * LKS Radzice * Football Raporter * Football Media Manager – Marcin Będkowski

„Klub to nie tylko piłkarze i trener” – wywiad z Wojciechem Rutą

Po rundzie jesiennej – w sytuacji dla Drzewicy dosyć nowej, bo nieczęsto bywamy liderem, czas na chwilę rozmowy znalazł kapitan drzewickiej drużyny Wojciech Ruta. Poniżej jego rozmowa z Marcinem Będkowskim, redaktorem niniejszej strony.

Cześć Wojtku, na początku gratulacje za udaną rundę i tytuł mistrza jesieni. Kibice są z Was dumni. Spodziewałeś się z kolegami takiego wyniku?

Cześć Marcin, dziękuję. Czy spodziewaliśmy się, że zakończymy tę rundę na fotelu lidera? Na pewno nie przed startem tej rundy. Nikt tego nie zakładał, ani nie oczekiwał, ale po pierwszych kilku kolejkach, kiedy znaleźliśmy się na samej górze tabeli, nikt z nas nie chciał z niej spadać.

O IV lidze w Drzewicy mówili zazwyczaj goście: że taki stadion i zainteresowanie futbolem zasługuje na IV ligę. Do awansu długa droga, ale jak bardzo nakręca Was ta perspektywa? Czujecie się na to gotowi?

Na pewno byłoby to dla nas bardzo duże wyzwanie, ale jestem przekonany, że gdybyśmy się znaleźli w IV lidze walczylibyśmy o każdy punkt. Jasne jest, że potrzebne byłyby wzmocnienia, szersza kadra no i lepsza organizacja. Klub to nie tylko piłkarze i trener.

Liczebność kadry na pewno stanowi kłopot. Zawodnicy pauzują czasem nieoczekiwanie. Na początku sezonu kontuzja dopadła Huberta Wiktorowicza, potem Radka Kaczmarka. Bez którego z nich grało się trudniej, który mecz był najcięższy?

Jak mawia klasyk, nie ma ludzi niezastąpionych 😉 I Hubert i Radek, to bardzo wartościowi zawodnicy, nie można ich bezpośrednio porównać, bo każdy wnosi coś innego na boisko. Jedna i druga absencja była dla nas trudna. W moim odczuciu najtrudniejsza była pierwsza połowa meczu ze Stalą Niewiadów na naszym boisku, meczu, który skończył się dla nas zwycięsko. To pierwsze przychodzi mi do głowy. W innych spotkaniach, nawet tych z niekorzystnym dla nas wynikiem mieliśmy dużo do powiedzenia. Ale może to tylko moje odczucia, musiałbyś zapytać też innych chłopaków. Hehe 😁

Już od 7 lat występujesz w Drzewicy w seniorach. Przed dwoma laty było wicemistrzostwo okręgu. Uważasz, że obecna drużyna to najlepszy skład z tych wszystkich sezonów czy poziom rywali tak się zmienił?

Mogę bez zawahania tak powiedzieć, to najlepsza ekipa od początku mojej przygody z seniorami w Drzewicy. Trzon obecnej drużyny od kilku sezonów się nie zmienia, co ma duży wpływ na atmosferę, która u nas panuje, sam bardzo dobrze wiesz jaka ona jest. To jest to co wypracowaliśmy przez te kilka sezonów. Tworzymy kolektyw nie tylko na boisku. Nawet jeśli pojawia się w drużynie ktoś nowy – młody czy doświadczony, bardzo szybko się aklimatyzuje. A rywale? Popatrz na tabelę i wskaż mi sezon, w którym liga była tak wyrównana. To oznacza, że każdy mecz jest trudny i w każdym możesz stracić punkty.

Rzeczywiście, w ostatnich latach liderzy wyraźnie dystansowali resztę stawki. A których zawodników z tych lat brakuje w kadrze najbardziej. Odchodzili odgrywający ważne role Omar Tall czy Sebastian Jura ale także zawodnicy drzewiccy oraz dużo zdolnej młodzieży, jak Kuba Bednarczyk. Co mogłoby sprawić by mieli taki staż w drużynie jak Ty?

Co potrafili wnieść Omar czy Seba na boisku, to każdy kto oglądał nasze mecze w momencie, w którym u nas grali wie. Każda drużyna chce mieć u siebie zawodników, którzy sami potrafią zrobić różnicę na boisku. A co do młodzieży, jeśli chcesz się rozwijać musisz zrobić w pewnym momencie krok w przód. Na to, że ja gram do dzisiaj w Drzewicy złożyło się wiele sytuacji z mojego życia. Chciałbym być dzisiaj na innym poziomie rozgrywkowym, ale najwidoczniej byłem na to za słaby, albo miałem za mało szans. Ciężko jest się przebijać do dużej piłki z miasteczka jakim jest Drzewica, dlatego też ciężko jest zatrzymać tu młodych chłopaków z dużym potencjałem. Żeby to się zmieniło musieliby widzieć perspektywę dla swojej przyszłości. Może kiedyś uda się na to wpłynąć będąc w innej roli, mam nadzieję, że wiesz co mam na myśli. 😉

Skok do przodu zaliczyło z Drzewicy niewielu chłopaków. Wielu natomiast zrezygnowało. Myślisz, że mieli na to też wpływ trenerzy? Twoimi byli Tomasz Wiktorowicz, Mariusz Wielgus i Ryszard Pomykała. Z którym pracuje się najlepiej, który dał zawodnikom najwięcej?

Tak, trener ma bardzo duży wpływ na rozwój zawodnika, im zawodnik jest młodszy tym trener odgrywa większą rolę. Każdy z tych trenerów jest inny. Z trenerem Wiktorowiczem pracowałem od dziecka i zawdzięczam mu piłkarskie podstawy. Trener Wielgus objął naszą drużynę, w trudnym momencie mojego prywatnego życia, może dlatego tę współpracę wspominam najgorzej. Oczywiście personalnie nie mam nic do trenera Wielgusa, żeby było jasne, potrafił przekazać cenne wskazówki. Trener Pomykała potrafi tę drużynę poukładać, wpłynąć na wszystkich i na każdego z osobna. To nie tylko trener, to człowiek, do którego można zadzwonić i porozmawiać o wszystkim. Niech wyniki będą podsumowaniem pracy w naszym klubie każdego z nich. Osobiście najlepiej współpracuje mi się z obecnym trenerem i myślę, że on wniósł najwięcej do klubu.

Rzadko od Twojego wejścia były takie treningi, w których byłaby liczba 15-20 zawodników. Może w okresie przygotowawczym. Zapewne starasz się utrzymać jakoś formę mieszkając w Warszawie, potem zjeżdżasz na trening i jest parę osób. Nie drażni Cię to? Myślisz, że gdyby chłopaki mieli pracę na miejscu, łatwiej byłoby o wynik sportowy czy niekoniecznie?

Skoro zahaczyłeś o temat Warszawy to muszę wtrącić jeszcze, że bardzo dużo dała mi gra w AZS-ie SGGW. Stamtąd wyniosłem najwięcej, było się od kogo uczyć. Odpowiadając na pytanie, na pewno każdemu byłoby dużo łatwiej, ale nie zawsze tak się da. Jesteśmy ciągle na poziomie amatorskim i jeśli ktoś dzisiaj mówi, że na kolejnym meczu go nie będzie bo ma sprawy zawodowe czy rodzinne – to nikogo to nie dziwi. Sam staram się robić wszystko, żeby zawsze być obecnym. W małym miasteczku patrzy się inaczej na pewne rzeczy. Nawet jeśli kogoś nie ma na treningu, stara się indywidualnie popracować. W meczach nadrabiamy to sercem i zaangażowaniem. W perspektywie wyższej klasy rozgrywkowej, na pewno trzeba byłoby to zmienić.

Wojtek po jednej z bramek dla drużyny akademickiej

Otaczali Cię różni zawodnicy, trenerzy ale także działacze czy pracownicy klubu. Zaznaczałeś, że lepszej organizacji do wyższego szczebla też potrzeba. Jak Twoim zdaniem wygląda organizacja teraz? Czy ona się zmienia, przenosi na chęć gry tutaj przez zawodników, wspierania przez sponsorów?

Często sukces zaczyna się od postawienia sobie celu, do którego się zmierza. Ja nie usłyszałem od nikogo z zarządu jasnego przesłania, że chcemy awansować. My wygrywamy mecze bo chcemy je wygrywać, najzwyczajniej w świecie. Oczywiście jest parę osób na które zawsze można liczyć, jak kierownik drużyny Leszek Pożycki, ale do zdrowego funkcjonowania klubu potrzebny jest zarząd, który będzie nad tym panował, w którym będzie chęć rozwoju. Zarząd, który ciągle będzie szukał nowych rozwiązań i dodatkowego finansowania. Dzisiaj tego nie ma.

Pamiętasz z pewnością moment, jak będąc jeszcze w liceum strzeliłeś bramkę w Sulejowie na 1:0, a młoda 30-osobowa ekipa kibiców dopingowała. Ja „zarzuciłem” wtedy „Gramy u siebiee…” i zrobiło się gorąco. Zmierzam jednak do tego, czy nie dziwi Cię, że skoro na mecze chodzi mnóstwo osób, jest sporo rodziców prowadzących dzieci na treningi, a to nie przekłada się to na ich zaangażowanie? Zapewne wiesz, że kibice klubów wyżej często mocno naciskają na klub i na piłkarzy. Drzewica ma według Ciebie prawdziwych fanatyków – czy tzw. „pikników”?

To było fajne uczucie 😁. Dużo osób przychodzi zobaczyć jak przegrywamy, choć w Drzewicy tej przyjemności w minionej rundzie nie mieli. Myślę, że chodzi tu o inicjatywę, która musiałaby wypłynąć z klubu. Wtedy znalazłyby się osoby, które w taki lub inny sposób zaangażowały by się w jego życie.

Miejmy nadzieję, że tak się stanie.

Zdaje sobie z tego sprawę, że jest sporo takich osób, które próbują z poziomu trybun wywierać presję, ale to zazwyczaj pusta krytyka. Są oczywiście też takie osoby, które mocno nas wspierają. Myślę, że w tak małym mieście ciężko mówić o fanatyzmie, choć wskazałbym takie osoby, które jeżdżą za nami na każdy wyjazd.

Przeszedłeś przez etap zmian w Klubie, choćby z nazwy Gerlach na MGKS. Czy dla wydarzeń na boisku miało to jakieś znaczenie?

Na wydarzenia boiskowe nie miało to większego znaczenia, skoro gmina wykłada pieniądze na utrzymanie klubu, to jest to słuszne, że klub nazywa się obecnie tak, a nie inaczej.

W Klubie zmieniła się nazwa, a na boisku też murawa. Każdy zespół chciał u nas grać. Wpływ na pogorszenie płyty ma większe zużycie boiska przez młodzież? Czy też zauważasz, że gra się tu inaczej, czy to tylko estetyka z poziomu trybun?

Płyta jest w gorszej kondycji niż kilka lat temu, to prawda. Myślę, że drużyny młodzieżowe nie mają tu nic do rzeczy, bo one zawsze były, a boisko było w lepszym stanie.

Kolejna sprawa do poprawy przez ludzi klubu. Wspominałeś o swoich umiejętnościach. O przejściu na poziom wyżej czasami dyspozycja dnia. Dzięki jednemu z hat-tricków testowała Cię kiedyś Lechia Tomaszów Mazowiecki. To już nie jest klub amatorski.

Traktuję to do dzisiaj jako swoją największą szansę na grę na wyższym poziomie rozgrywkowym. To dziwna historia. Będąc w wieku 16 lat, nie spotkałem się z żadnym wsparciem ze strony klubu, który dostał informację, że Lechia chce mnie przetestować. Po prostu powiedzieli mi „chcesz to jedź”, jakby nikt we mnie nie wierzył. Jedyną osobą, na którą mogłem wtedy liczyć to moja mama. W Tomaszowie wsiadłem do autobusu seniorów Lechii i pojechałem z nimi na sparing do Tuszyna, gdzie zagrałem 45 minut, a po sparingu nie dostałem żadnego telefonu. Najwidoczniej byłem za słaby. Popełniłem tam też jeden błąd poza boiskiem, o którym nikt nie wie i zostawię go dla siebie, ale wiem, że on zaważył o tym, że nie podjęli jakichkolwiek prób kontaktu ze mną. Teraz dochodzę do wniosku, że 16-letni chłopak, aby miał szansę na jakikolwiek sukces, nie może być pozostawiony sam sobie.

Myślisz, że jeszcze wystąpisz na wyższym szczeblu?

Jeśli awansujemy, na ten szczebel wyżej to tak 😁. Czy będę grał w innym klubie na wyższym poziomie? Zobaczymy jak potoczy się reszta moje życia i ile czasu jeszcze będę mógł poświęcić piłce.

Życzę Ci zatem Wojtek żebyś tę grę na wyższym poziomie zaliczył, i to najlepiej w właśnie barwach Drzewicy. Do tego przede wszystkim zdrowia i tego czasu na sport. Dziękuję za wywiad i mam nadzieję, że Twoje zdanie w pewnych sprawach dotrze tam gdzie powinno!

Dzięki Marcin, za rozmowę i poświęcony czas, trzymaj się!

kamil sarwa wojciech ruta